9 kwietnia, czwartek, godz. 19.00

bilety: 35 zł przedsprzedaż, 45 zł w dniu koncertu

Odważny, niespokojny, głęboko osobisty The Escapist muzycznie czerpie z klasyki lat siedemdziesiątych, nigdy nie tracąc z oczu współczesności. To pierwsza od pięciu lat, studyjna płyta Gaby Kulki, zawierająca autorski materiał.

gaba

O albumie tak pisze Jarek Szubrycht:

„The Escapist” to dobry tytuł, bo Gaba Kulka znów uciekła konkurencji. Tak dojrzałej, w pełni autorskiej płyty – bo główna bohaterka nie tylko śpiewa, ale również komponuje, pisze teksty, aranżuje, produkuje, gra na fortepianie, klawiszach, ukulele i przeszkadzajkach – nie nagrała żadna polska wokalistka od czasów… „Hat, Rabbit”. Słychać przy tym, że Kulka przez ostatnie pięć lat nie próżnowała, że jej charakterystyczny styl, już wtedy zdefiniowany, wydestylował w zupełnie osobny muzyczny język. „The Escapist” jest materiałem świetnie wymyślonym i znakomicie zrealizowanym [z pomocą producenta, Marcin Borsa – przyp. red.]. Tam gdzie jej koleżanki śpiewają, tam Gaba, niezwykle muzykalna i jak zawsze skora do brawury, bawi się dźwiękami, żongluje nimi, intepretuje… Niby to kraina łagodności, ale podszyta drapieżnością. Niby koronkowe, czarujące niuansami ballady, opierające się głównie na szlachetnym brzmieniu fortepianu, ale przecież zdarzają się na „The Escapist „chwile, w których ten zupełnie nierockowy skład brzmi mocno i porywająco. Zasługa w tym zarówno samej Gaby, jak i jej kolegów: klarnecisty Wacława Zimpla, którego gra dodaje temu materiałowi aury niesamowitości oraz znakomitej, bardzo wszechstronnej sekcji Rasz/Traczyk, która potrafi grać zarówno ciepło, ze swingiem, jak i twardo, mechanicznie, ostro.
Płytę zamyka przeróbka utworu Queens Of The Stone Age. Można to odczytać jako muzyczny dowcip, lub szczery hołd Gaby Kulki dla idoli zza oceanu. Ja jednak widzę w tym przede wszystkim dowód na słuszność teorii, że muzyka tak naprawdę dzieli się tylko na dwa gatunki dobrą i złą. „The Escapist ” to samo dobro.”