3 czerwca, godz. 19.00
Frank Turner z zespołem
Bilety: przedsprzedaż 45 zł, w dniu koncertu 60 zł

frankFrank pisze o sobie poniżej:
Urodziłem się w roku 1981, w miejscowości Muharraq w Bahrajnie.
Właściwie to pieprzyć to, przejdźmy do rzeczy. Zacząłem występować w wieku 12 lat, po tym jak spodobało mi się Iron Maiden – mieli fajne plakaty. Kiedy okazało się, że muzyka też rządzi, kupiłem gitarę i zacząłem brzdąkać. Moje nastoletnie lata to typowo zawstydzające pasmo muzycznych pomyłek (nieraz występowałem prezentując kawałek ska własnego autorstwa), ale grałem też w kilku zespołach, których ludzie słuchali. Najpierw był to szkolny twór hardcore/emo o nazwie Knee-jerk, który zakończył po cichu działalność około 2000 roku.

Następnie związałem się z punkową kapelą Million Dead. Byliśmy na scenie przez jakieś cztery lata (2001-2005) i w tym czasie wydaliśmy dwa albumy, które zdobyły „uznanie krytyków” i odniosły „sukces w muzycznym podziemiu” (czytaj: nie do końca byliśmy jak U2). W każdym razie zyskaliśmy wielu znajomych i zagraliśmy sporo koncertów, napisaliśmy masę piosenek, sporo nauczyliśmy się o graniu muzyki i utrzymywaniu się z niej. W końcu zdecydowaliśmy, że najlepiej będzie rozstać się zanim się znienawidzimy, tak by dziesięć lat później mieć jeszcze szansę zostać świetnym undergroundowym zespołem, którego wcześniej nikt nie lubił (patrz: Slint)

Będąc w Million Dead zacząłem występować solo. Na nowo odkrywałem muzykę, z którą dorastałem: Counting Crows, Johnny’ego Casha, Weezera itd., jednocześnie coraz bardziej interesowałem się country i folkiem. Najpierw prezentowałem folkowe wersje kawałków MD, by stopniowo przejść do własnych kompozycji (często były to rzeczy za „lekkie” dla zespołu). Kiedy Million Dead zakończyło działalność logicznym krokiem  wydawało się zaprezentowanie mojej twórczości większej publice.
Zależało mi też na tym by pozostać „w trasie”.

Tak więc od października 2005 koncertuję praktycznie nieustannie i nie zanosi się na to, że coś się w tej kwestii zmieni.